W ostatnich latach ruch rowerowy staje się coraz bardziej popularny. W 2015 roku Bydgoszcz dołączyła do miast posiadających rower miejski. Statystyki potwierdzają, że Bydgoszczanie bardzo chętnie korzystają z tego środka transportu. Pozwala aktywnie spędzić czas i szybko przemieszczać się po mieście. Wraz z  wzrostem zainteresowania jazdą na rowerze rozwija się też sieć tras rowerowych.

Chodzenie pieszo jest dobre. Jeżdżenie na rowerze też. Jednak między pieszymi i rowerzystami często dochodzi do konfliktowych sytuacji. Za co pieszy nie lubi się z rowerzystą? Za wchodzenie sobie w drogę, za tempo, za naruszanie własnych przestrzeni. Temat jest szeroki i trudny, do omówienia. Ministerstwo Infrastruktury i Budownictwa coraz śmielej mówi o pomyśle wprowadzenie obowiązkowych testów uprawniających obywateli do korzystania z rowerów. Czy pomysł jest dobry? Rację przyznaję temu, kto uważa, że uczestnicy ruchu powinni znać przepisy drogowe i, co więcej, stosować się do nich. Z drugiej strony, czy naprawdę potrzebny nam dokument, który będzie uprawniał nas do korzystania ze ścieżki rowerowej? Jest jednak jeden aspekt, naszym zdaniem najważniejszy, nad którym warto się pochylić. Mowa o ścieżce rowerowej. Nie tyle tli się w nas nadzieje, co płonie silnym ogniem przekonanie że rowerzyści w zdecydowanej większości nie chcę wjeżdżać w pieszych, a ci nie lubią zachodzić drogi rowerzystom. Jednak infrastruktura nie zawsze pozwala im zachować się jak należ. Oto dowód:

Oto fragment ścieżki rowerowej przy ulicy Twardzickiego. Powstała w latach 90-tych zeszłego wieku i trwa tak do tej pory. Wybudowanie ścieżki rowerowej w tym miejscu było czysto teoretyczne, bo praktycznie obejmowało jedynie wymalowanie białego pasa przez środek chodnika.    Obecnie trasy pieszego i rowerzysty są zupełnie nieczytelne. W trakcie różnych napraw i remontów, ścieżka i chodnik lekko zmieniały swój charakter. Na jednym fragmencie pojawia się kostka brukowa, gdzie indziej jest asfalt. Biała linia oddzielająca ścieżkę od chodnika pod wpływem letnich upałów w niektórych miejscach rozlała się z asfaltem w malowniczy zygzak lub zupełnie zniknęła. To nie koniec atrakcji. Trasy w pewnym momencie, baz żadnej logicznej przyczyny, zamieniają się miejscami. Jak tu się nie pogubić?

Powyższe zdjęcie przedstawia przebieg trasy dla pieszych i trasy rowerowej przy ulicy Twardzickiego.

Lata 90-te nie były jeszcze okresem, w którym rower stał się jednym z ulubionych środków transportu bydgoszczan. Nie tłumaczy to jednak fatalnego stanu starych ścieżek w obecnych czasach.

Jednak ścieżki, które powstały dużo później też mają swoje mankamenty.
Trasa pieszo-rowerowa, prowadząca od skrzyżowania z Kamienną, wzdłuż ulicy Wyszyńskiego zupełnie dyskryminuje pieszego.

Pieszy od samego początku musi zmagać się z przejściami dla pieszych. Po przekroczeniu wszystkich pasów ulicy Kamiennej, trafia na pasy chodnikowe, na ścieżce dla rowerów.

Dalej nie jest lepiej, kolejnymi przeszkodami są słupy ustawione na samym środku trasy dla pieszych. By je minąć trzeba wejść na ścieżkę rowerową.

Kilka metrów dalej pieszy znowu jest zmuszony do przecięcia ścieżki rowerowej. Trasy prowadzone są nielogicznie. Ścieżka biegnie po prawej stronie, by tuż przed przejściem dla pieszych znaleźć się po lewej.

Na wyspie oddzielającej przeciwne kierunki na ulicy Wyszńskiego nie wiadomo dlaczego ścieżka została ułożona na kształt dużego zygzaka prowadzącego przez zam środek wysepki.

W takich warunkach zarówno pieszy jak i rowerzysta mają bardzo małe szanse na współpracę. Gdy infrastruktura nie ułatwia korzystania z chodników i ścieżek rowerowych, wtedy ich użytkownicy muszą wykazać się ogromnym zrozumieniem i wysoką kulturą chodnikową.