Wrzesień, dzieci ruszają do szkół. Często przez ruchliwe jezdnie. Leszek Walankiewicz, pracujący na przyszkolnym przejściu dla pieszych, ma z nimi pełne ręce roboty. A kierowcy nie pomagają.

„Dzieci zwykle przebiegają na ukos, nie czekają na nikogo, nie rozglądają się na boki. Czasem też trafiają się ostrożne, które chcą, by je przeprowadzić, a w połowie drogi wyrywają rękę i biegną prosto pod samochód. Albo nie mogą się zdecydować, iść czy nie, bo samochody pomrukują silnikami. Spieszą się.

Te same dzieci, które przebiegają mu przez jezdnię jak kamikadze, Walankiewicz, zwany Panem Stopkiem, czasem widuje w roli pasażerów, za szybą samochodów. Ich rodzice spieszą się albo gadają przez komórki. I też nie widzą nikogo: na drodze, na przejściu, na poboczu.

Wedle statystyk dzieci w rolach pieszych kontra dorośli w rolach kierowców to teraz najpoważniejszy problem. Choć odsetek dzieci, które ucierpiały w wypadkach komunikacyjnych, spadł w ciągu pięciu lat o połowę, to liczba tych potrąconych na śmierć wciąż rośnie. Dorośli za kierownicami spowodowali w 2014 r. prawie 500 wypadków, w których dzieci były ofiarami. Na drogach zginęło ich ponad 80, ponad 50 miało od 7 do 14 lat. […]”

Polecamy na stronie tygodnika Polityka artykuł o pracy osób przeprowadzających dzieci przez jezdnię – o problemach, które spotyka, o wypadkach na przejściach dla pieszych, a także o próbach poprawy bezpieczeństwa dzieci wokół szkół. Jakie są Wasze odczucia związane z bezpieczeństwem ruchu przy szkołach i przedszkolach? Jak często widujecie niebezpieczne sytuacje na ulicach? Czy wokół szkół na Waszych osiedlach występują takie problemy? Czekamy na Wasze opinie, a my tymczasem planujemy kolejne spotkania z radami osiedli i w szkołach podstawowych w Bydgoszczy.

Przejdź do artykułu