Brak zebr, oświetlonych poboczy czy barier ochronnych to codzienność naszych dróg. Mówiąc obrazowo, chodniki wciąż przegrywają u nas z asfaltem.

W najnowszym numerze tygodnika Polityka Fundacja PZU kontynuuje diagnozę stanu infrastruktury dla pieszych i ich bezpieczeństwa na naszych drogach. Jakie główne problemy dostrzega?

Brak udogodnień dla pieszych (zastępowanie przejść podziemnych zebrami czy tworzenie stref uspokojonego ruchu postępuje za wolno), wąskie i zastawione samochodami chodniki, wszystko to sprawia, że mieszkańcy stolicy nawet krótkie odcinki wolą przejechać, niż przejść. Konsekwencje? Nie tylko zakorkowane ulice i zanieczyszczone spalinami powietrze, ale również zatłoczone autobusy i tramwaje.

Nie jest to jednak wyłącznie problem stolicy. Cała Polska ma problem z inwestycjami na rzecz pieszych, które nie tylko przegrywają z nowymi drogami, ale – od kiedy jazda rowerem stała się modna – nawet ze ścieżkami rowerowymi. Chodnikiem, nawet z granitowych płyt, trudniej zdobyć rozgłos i uznanie wyborców niż nową dwupasmówką czy trasą rowerową.

 

Wciąż pokutuje przekonanie, że samochody muszą jeździć po równych, szerokich i niezakorkowanych arteriach, a piesi mogą chodzić choćby po kartoflisku. Ten sposób myślenia widać nie tylko w stanie infrastruktury, ale również w wydatkach na bezpieczeństwo pieszych. Lepiej byłoby powiedzieć, że nie widać, bo tak naprawdę nie wiadomo, ile Polska wydaje na budowę i remonty infrastruktury dla tych, którzy przemieszczają się na własnych nogach.

 

Więcej przeczytacie w magazynie Polityka, a także na stronie internetowej magazynu.

Jak Waszym zdaniem wygląda poprawa bezpieczeństwa i jakości infrastruktury dla pieszych w naszym mieście? Sądząc po ilości punktów na Mapie Barier, nie wygląda to jeszcze zbyt dobrze.